rozmowa z...

24 maja 2015

MACIEJEM WOJTYSZKĄ

czy pisania dla teatru można się nauczyć?

Rozmawia Joanna Biernacka.

W październiku 2014 odbyła się premiera Pana tekstu Narodziny Fryderyka Demuth w pana reżyserii w krakowskim Teatrze im. Słowackiego. W marcu tego roku Teatr 6. Piętro wystawił Brombę w sieci, a Teatr Narodowy Dowód na istnienie drugiego – czuje się pan bardziej autorem reżyserującym czy reżyserem piszącym?

Piszę sztuki, bo to najtrudniejsze wyzwanie dla człowieka teatru i wciąga mnie jak innych gry hazardowe. „Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono”, jak napisała Wisława Szymborska. Myślę, że warto próbować, choć za swój zawód wyuczony uważam zawód reżysera, a autorem tylko bywam – od czasu do czasu.

Co powoduje, że decyduje się pan reżyserować własne teksty?

Jednym z powodów, dla których reżyseruję własne teksty, jest niecierpliwość. Marzę, żeby koledzy reżyserzy realizowali moje sztuki, ale trudniej mi ich do tego namówić niż siebie.

Zobaczył pan potencjał dramaturgiczny w losach polskich romantyków, w spotkaniu Wyspiańskiego, Piłsudskiego i Żeromskiego, a ostatnio Gombrowicza i Mrożka. Ma pan już pomysł na bohaterów kolejnej opowieści?

Ostatnio redaktor Zdzisław Pietrasik w „Polityce” podpowiedział mi kilka bardzo kuszących pomysłów. Wszystkie rozważam bardzo poważnie. Na razie muszę ochłonąć po Marksie i Engelsie [bohaterach najnowszej premiery Narodziny Fryderyka Demuth]. Nieskromnie powiem, że to chyba bardzo interesująca propozycja, również dzięki znakomitemu zespołowi, który oddał tej opowieści swoje talenty, a miał ich niemało.

 

Na ogół bohaterami pańskich sztuk były wielkie osobowości historyczne – Mickiewicz, Rossini, Bułhakow to tylko niektórzy z protagonistów. A jak pisze się sztukę, gdy bohater żyje?

Sławomir Mrożek nie chciał, aby moja sztuka o Nim i Gombrowiczu była wystawiana. Miałem rozterki, ale uznałem, że zaryzykuję, zwłaszcza że w moim odczuciu Dowód na istnienie drugiego to hołd złożony obu pisarzom. Jego śmierć wprawdzie stała się rozwiązaniem, ale na pewno nie tym, o którym marzyłem. (Bo marzyłem o Jego akceptacji.) Rita Gombrowicz, która też występuje w Dowodzie…, po obejrzeniu sztuki na festiwalu w Radomiu powiedziała: „Teraz już wiem, jak wyglądała ta kolacja, kiedy wyjechałam do Paryża”. To był dla mnie wielki prezent, choć naturalnie dobrze wiem, że tylko żartowała. Natomiast Bromba akceptuje wszystkie moje opowieści o niej. Czasem ma do mnie pretensję, że coś relacjonuję mało szczegółowo, ale zazwyczaj jest zadowolona.

 „Fascynują mnie porażki ludzi zdolnych, takich, którzy właściwie nie powinni przegrywać”. Rozumiem, że porażka to z jednej strony ciekawy temat do medytacji o naturze człowieka, a z drugiej – haczyk dla dramatopisarza, czuły punkt, który pozwala stworzyć opowieść?

Tak mi się wydaje. Nikt nie jest tak dobry, aby kiedyś nie przegrać.

 „Niechętnie odmawiam”, wyznał pan dziennikarzowi zafascynowanemu różnorodnością pana aktywności twórczej – przyjąłby pan zamówienie na napisanie „Podręcznika dramatopisarstwa”?

Zamówienia przyjmuję w zależności od wielu czynników, między innymi od honorarium, więc może bym i przyjął, ale w obecnym stanie ducha bez specjalnego entuzjazmu.

Kiedyś powiedział pan, że „warsztatowe problemy dramaturgii to sprawa wstydliwa”. Czy dlatego – poza nielicznymi wyjątkami dla najmłodszych adeptów dramatopisarstwa – nie uczy pan pisania? Czy pisania dramatów w ogóle można się nauczyć?

Wysiłki, aby przekazać innym wiedzę dotyczącą warsztatowych problemów dramatopisarstwa podejmuję od wielu lat (choćby w książeczce Krótki zarys męki twórczej), ale prawdopodobnie dlatego, że ucząc innych douczam się sam. Wiele osób zarówno w Polsce (Piotr Wereśniak, Maciej Karpiński), jak i za granicą odkryło już tę zasadę – warto opowiadać o mechanizmach rządzących narracją, bo potem stosuje się te reguły podświadomie, pisząc własne utwory. Nie oznacza to jednak, że każdemu, kto zna zasady i reguły, udaje się napisać dobry dramat. Albo, że nie można napisać dobrego dramatu bez znajomości reguł. Niektórym nic nie pomoże, a innym nic nie zaszkodzi. Tym ze środka nauka może się przydać. Wstydliwie przyznaję, że czuję się tym ze środka.